Bieszczadzkie legendy

Istnieje bardzo wiele legend i opowieści dotyczących Polski. Któż z nas w dzieciństwie nie słyszał o panu Twardowskim co zaprzedał duszę diabłu czy o okrutnej księżniczce Kunegundzie? Nawet nazwa stolicy naszego kraju pochodzi od legendarnych postaci: Warsa i Sawy, którzy zostali obdarowani ziemią nad Wisłą przez księcia Siemomysława w zamian za udzielenie mu gościny. Istnieje też wiele legend regionalnych, w tym także bieszczadzkich. Można znaleźć w nich mądrość, wiarę i przestrogę.

Również nazwa Bieszczady wywodzi się z dawnych opowieści. Mówią one o zapomnianym przez Boga skrawku ziemi. Przebywały na nim tylko diabelskie istoty, które zniechęcały swą obecnością ludzi. Pewnego dnia w wyniku eksperymentów stworzone zostały nowe grupy diabłów: biesy i czady. Nie potrafiły się one dostosować do swych braci, dlatego postanowiono się ich pozbyć. Wybrano dla nich dzikie i mroczne góry. Biesy i czady harcowały po nich, lecz brakowało im ludzkich towarzyszy. Zrozumiały, że obok siebie musi istnieć dobro i zło. Jednak anioły, obawiające się zdemoralizowania, odrzuciły prośbę diabłów by zamieszkać z nimi. Wówczas diabły rzuciły monetę. Na tej podstawie okazało się, że biesy będą złe a czady dobre. Tak też się stało i od tamtej pory w Bieszczadach zaczęli osiedlać się ludzie.

Inna z legend opowiada o czarnej damie leskiego zamku. Pewnego dnia, gdy właściciel zamku w Sobieniu – Jan Kmita był nieobecny, budowla została zaatakowana przez króla węgierskiego Macieja Korwina.. Jednak długie oblężenie nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Z tego powodu postanowiono zrobić podkop i wysadzić mury. Jako, że część elementów była drewniana to na zamku wybuchł pożar. Żona Kmity – Anna wraz ze służbą przywdziała żałobny strój i czekała na śmierć. Po powrocie zrozpaczony Jan przysiągł, że do końca swych dni pozostanie wierny żonie i nie zwiąże się z żadną inną kobietą. Prawdopodobnie tak też zrobił, gdyż nie miał żadnych dzieci. Duch Anny również nie opuścił Kmitów. Podążył za nimi do nowego zamku – w Lesku, gdzie również był widywany. Po raz pierwszy zobaczono go przed śmiercią Piotra Kmity. Później ducha Anny widywano przed zgonami następnych Kmitów. W 1702 roku, podobno zobaczyła go także pisarka Anna Ponimirska. W jednej ze swych powieści opisała ona życie ducha Anny Kmit – ciągle pogrążonego w żałobie.

Liczne miejscowe legendy tłumaczą pochodzenie nazw tamtejszych miejscowości od imion bożków. Dzisiejsze Wołosate, dawniej było miejscem kultu Wołosa w postaci woła, który opiekował się pasterzami. Podobnie, mieszkańcy wsi Rajskie (przez wieki zwanej Ralskim) oddawali cześć bogu Ral. On, z kolei przybierał kształt węża i miał pod swą opieką rolników.

Choć rzadko, który Polak zna te i inne bieszczadzkie legendy, to na szczęście można ja nadal usłyszeć z ust miejscowej ludności i przewodników okolicznych zamków i dworków. Bo cóż nam z tego, że nasze dzieci uczą się w szkołach o mitologii greckiej i rzymskiej jak nie słyszały wielu ustnych podań przekazywanych przez pokolenia o własnym kraju?